piątek, 12 marca 2010
الصِّدارُ الذي نَسَجْتِهِ للعقاد
هُنا مكَانُ صِدَارِكْ هُنا..هُنا في جِوارِكْ هُنا..هُنا عِنْدَ قلْبِي يَكَادُ يَلْمَسُ حُبِّي وَ فيهِ مِنْكِ دَلِيلٌ عَلى المَوَدَّةِ حَسْبِي ألَمْ أنَل مِنكِ فِكْرَةْ في كُلِّ شكَّةِ إبرَة و كُلِّ عُقدَةِ خَيطٍ و كُلِّ جَرَّةِ بَكرَةْ هُنا مكَانُ صِدَارِكْ هُنا..هُنا في جِوارِكْ و القَلبُ فيهِ أسيرٌ مُطَوَّقٌ بِحِصارِكْ هذا الصِّدارُ رَقيبٌ على الفُؤادِ حَسيبُ سَليهِ هَلْ مَرَّ مِنْهُ إلى طَيْفٌ غَريبُ

czwartek, 11 marca 2010
Nie czekaj, aż rozpocznie kto inny. To do ciebie dzisiaj należy zainicjowanie kręgu radości. Często wystarczy mała, malutka iskierka, by wysadzić w powietrze ogromny ciężar. Wystarczy iskierka dobroci, a świat zacznie się zmieniać. Miłość to jedyny skarb, który rozmnaża się poprzez dzielenie: to jedyny dar rosnący tym bardziej, im więcej się z niego czerpie. To jedyne przedsięwzięcie, w którym tym więcej się zarabia, im więcej się wydaje; podaruj ją, rzuć daleko od siebie, rozprosz ją na cztery wiatry, opróżnij z niej kieszenie, wysyp ją z koszyka, a nazajutrz będziesz miał jej więcej niż dotychczas

środa, 10 marca 2010
Nie każ mi czekać – długo tak... Aż się pojawisz przy mnie znów... Bo tak mi bardzo – Ciebie – brak... Brak Twego ciepła... Twoich – słów.
Nie każ mi czekać – chwili – dłużej... Na powrót Twój – tak upragniony... Na łódce marzeń mych – niedużej... Wypływam z każdym snem – stęskniony.
I wypatrując Cię – z oddali... Na OCEANIE NAMIĘTNOŚCI... Przyglądam się najmniejszej fali... Czy jakiś żagiel tam nie gości.
Niech Twoje żagle wiatr wypełni... Byś mogła płynąć – UNIESIONA... Niechaj się wreszcie – sen mój – spełni... Że w swoje – wezmę Cię – ramiona.
By w mym OGRODZIE przysiąść w nocy... By się – melodią słów – uraczyć... Tak pragnę spojrzeć w TWE OCZY, Tak bardzo pragnę Cię zobaczyć.
Przybywaj więc – niech serce moje... Tak się – czekaniem – nie zadręcza... Bo gdy będziemy już – WE DWOJE... NIEBO – ozdobi – BARWNA TĘCZA
.
"My z drugiej połowy XX wieku"
My z drugiej połowy XX wieku rozbijający atomy zdobywcy księżyca wstydzimy się miękkich gestów czułych spojrzeń ciepłych uśmiechów
Kiedy cierpimy wykrzywiamy lekceważąco wargi
Kiedy przychodzi miłość wzruszamy pogardliwie ramionami
Silni cyniczni z ironicznie zmrużonymi oczami
Dopiero późną nocą przy szczelnie zasłoniętych oknach gryziemy z bólu ręce umieramy z miłości
Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi za waszą czułość w nieczułości świata, za niepewność - wśród jego pewności za to, że odczuwacie innych tak jak siebie samych zarażając się każdym bólem za lęk przed światem, jego ślepą pewnością, która nie ma dna za potrzebę oczyszczania rąk z niewidzialnego nawet brudu ziemi bądźcie pozdrowieni. Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi za wasz lęk przed absurdem istnienia i delikatność niemówienia innym tego co w nich widzicie za niezaradność w rzeczach zwykłych i umiejętność obcowania z niezwykłością za realizm transcendentalny i brak realizmu życiowego, za nieprzystosowanie do tego co jest a przystosowanie do tego co być powinno za to co nieskończone - nieznane - niewypowiedziane ukryte w was. Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi za waszą twórczość i ekstazę za wasze zachłanne przyjaźnie, miłość i lęk że miłość mogłaby umrzeć jeszcze przed wami. Bądźcie pozdrowieni za wasze uzdolnienia - nigdy nie wykorzystane - (niedocenianie waszej wielkości nie pozwoli poznać wielkości tych, co przyjdą po was) za to, że chcą was zmieniać zamiast naśladować że jesteście leczeni zamiast leczyć świat za waszą boską moc niszczoną przez zwierzęcą siłę za niezwykłość i samotność waszych dróg bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi.

Gwiazda nad górą
Był raz bardzo surowy człowiek, który nic nie brał do jedzenia i picia, gdy słonce było na niebiosach. Jakby na znak aprobaty nieba dla jego surowego trybu życia, błyszcząca gwiazda świeciła na szczycie pobliskiej góry, widoczna dla wszystkich w pełnym świetle dziennym, chociaż nikt nie wiedział, co ja tam sprowadziło. Pewnego dnia mężczyzna postanowił wspiąć się na górę. Mała dziewczynka ze wsi nalegała, żeby z nim iść. Dzień był ciepły i wkrótce obydwoje poczuli pragnienie. Mężczyzna namawiał dziecko do napicia się, ale nie chciało, o ile on również się nie napije. Biedak był w kłopocie. Nie chciał przerwać swego postu, lecz nie mógł znieść, że dziecko cierpi z pragnienia. W końcu napił się. A dziecko wraz z nim. Przez długi czas nie śmiał spojrzeć w niebo, bo obawiał się, że gwiazda znikneła. Więc wyobraźcie sobie jego zdziwienie, gdy spojrzawszy na szczyt zobaczył dwie gwiazdy
Twoje włosy mają zapach jałowcowych ziaren, wślizgujesz się ukradkiem do strzeżonego królestwa moich snów, całujesz suche wargi, a ja staję się coraz bardziej milcząca. Czasem tylko patrzę na zewnątrz przez okna oczu czy nie nadchodzisz, ale droga, na którą patrzę, jest niemiłosiernie spokojna, a ja czekam... Tyle czasu już minęło, nie czekam już na ciebie, z gliny i słonej wody ulepiłam sobie chłopca o niebiekich oczach i będę kochać go bardzo, bo to jesteś Ty!

Nowy dzień, nowe światło I znów mi Ciebie dziś zabrakło. Jest mi bez Ciebie smutno, Bez Ciebie jest mi trudno. Smutki mnie ogarniają, I me życie pochłaniają. Me serce słabiej bije, W ogóle nie wiem czy ja żyję. Chcę byś wrócił, I mnie czule utulił. Pragnę wsłuchać się w Twą duszę, Bo przy Tobie wciąż być muszę. Chcę Twego ciepła, Z dala od życia piekła. Schować się w Twych ramionach, Zapomnieć o moich brzemionach. Pragnę Twego dotyku, Uśmiechu Twego promyku. Ust Twych słodkich, których nie zaznają ludzie prości. Pragnę byś mnie objął, I do nieba swego wziął. Wtulić się w Twe nogi, Przekroczyć miłości progi. Przeżyć te chwile, gdy miłość przemierzy mile. Przeżyć orgazmu cud, Co roztopi każdy lód. Potem z Tobą w nocy śnić, Ja chcę po prostu z Tobą być!!!

Wiele kilometrów, tak daleko od siebie… tak trudno powiedzieć do widzenia, kiedy serce co innego podpowiada. Każdy sen czasami się kończy, kiedy niczego już nie da się skleić na nowo. Jednak czy prawdziwa miłość może przeminąć, zgasnąć niczym płomień świecy… umrzeć śmiercią naturalną... czy można o niej zapomnieć, kiedy serce nie chce zapominać... Choć tak daleko od siebie, wciąż blisko i żadna chwila, nie chce odejść w zapomnienie...


Gdziekolwiek zwrócę oczy — widzę tylko Ciebie! łąką jesteś i rzeką i słońcem na niebie.
Gdziekolwiek słuch skieruję — Twój głos jeno słyszę —jeśli nawet jest ciszą, ja słyszę tę ciszę.
W powietrzu, na ulicy, na miedzach i grapach niebo i ziemia mają Twego ciała zapach.
Wargi moje miód znoszą z miodzistych wyrębów — to smak krwi Twej żywicznej i smak Twoich zębów.
W dolinach zbożne łany, czy na szczytach chmury — wszystko ma wonną słodkość i czar Twojej skóry.
Ruchy gwiazd i atomów, pieśń i wszelkie życie reguluje rytm krwi Twej. Twego serca bicie.
Myśl moja Twej postaci wyrasta amforą, uczucia kształt kwiecisty rąk i nóg Twych biorą.
Tajemnica rozkoszą i szałem spowita o jutrzni ponad światem różami zakwita.


|
|